poniedziałek, 16 lipca 2012

a tak wyglądał dziś poranek na dzielni



ostatnia lipcowa niedziela nad lago - 

risotto z cukinią (z cukinią mamy ambaras, toczy ją grzyb którego nie umiemy się pozbyć, co robić, co robić)

wstawione dwa kolejne browary: ośmioprocentowe belgijskie i sześcioprocentowy pale ale

 komikskomikskomikskomiks

nowe na ścianie

i kruche ciasto z morelami. 

środa, 11 lipca 2012

poniedziałek, 2 lipca 2012

lake brew #3

zaczęliśmy rozlewać trzecią serię jeziornego browara - tym razem pszeniczne z dodatkowym chmielem.


kadź. tu się działo przez pierwszy tydzień 


akcja!


danae - sąsiadka odpowiedzialna za kontrolę jakości


...i przymusowa przerwa w połowie, bo zepsuła się kapslownica. skończymy jutro. 




Żniwa

W godzinach pracy zajmuję się oceną stanu roślin uprawnych w całej Europie. 
Ocena musi być ilościowa; prognozuję, ile ton z hektara zbiorą w tym roku różne nacje.


Nie ukrywajmy jednak... To, co interesuje mnie sto razy bardziej, to w ile pomidorów i cukinii (m.in) obrodzą moje własne uprawy  :) I muszę przyznać, że ten rok zapowiada się nienajgorzej. 





środa, 20 czerwca 2012

parklife

tegoroczny ogród warzywny bije wszelkie rekordy! cukinia, ogórki, papryka, groszek, pomidory - wszystko rośnie jak głupie.



















dziś zebraliśmy pierwsze plony, czyli kwiaty cukinii. zjedzone na kolację - nadziewane ricottą, kozim serem i ziołami i usmażone na oliwie. teraz pozostaje czekać aż dojrzeją warzywa.

środa, 7 grudnia 2011

środa, 16 listopada 2011

burek

aaak! zapomniałabym!! od soboty mamy nad jeziorem nowego współlokatora. to była miłość od pierwszego wejrzenia. był trochę przykurzony, kosztował 5 euro i nie mogliśmy się oprzeć jego subtelnemu urokowi.



(na tym samym targu był też dorodny wypchany lis - lub też, jak głosiła etykietka, "volpe imbalsamata" - ale kosztował 40 euro. phi! za taką cenę moglibyśmy mieć 8 porcelanowych psów).

pizza pinup

takie pudełko jeszcze nam się nie trafiło!

























poza tym wszystko dobrze. studio armad'illo (mamy wreszcie nazwę!) działa pełną parą. w zeszłą środę było oficjalne otwarcie, tort, szampany i grube ryby. mam nadzieję, że w miarę szybko podbijemy mediolan. ole!

środa, 2 listopada 2011

caminata popular

poniedziałek i wtorek w parku narodowym Val Grande, który szybko staje się naszym ulubionym miejscem w okolicy, ale też chyba jednym z ulubionych w ogóle. dwie spore wycieczki, z czego pierwsza w śniegu po kolana. dwa prawie-zdobyte szczyty. jeden atak paniki na przełęczy (mam coraz gorszy lęk wysokości niestety, w tatry już chyba nie będę mogła iść). na pewno wrócimy wiosną, jeszcze sporo szlaków do przejścia.







środa, 19 października 2011

brrrr


ugh, wygląda na to, że lato w październiku diabli wzięli. czas włączyć ogrzewaaaanieeeeee

środa, 12 października 2011

październik.



no więc najnowsze wiadomości są takie, że lato nie chce się skończyć. to znaczy wieczorami jest juz chłodno, a w niedzielę nawet odpaliliśmy kominek pierwszy raz tej jesieni, ale.. 27 stopni w ciągu dnia? błękitne niebo? szaleństwo!
picie wina nad jeziorem niestety się skończyło, bo dwa tygodnie temu nasi znajomi od picia wyprowadzili się bezpowrotnie do amsterdamu. nowych znajomych jeszcze nie znaleźliśmy. przynajmniej dzięki temu sporo nadgoniłam z robotą..
jako niepijący, ostatni weekend spędziliśmy aktywnie, w parku narodowym Valgrande. godzina samochodem od Angery, trochę wspinania się, i można podziwiać takie widoki:



tak, to na horyzoncie to Apeniny. jakieś 200 km od nas. cool, huh?


środa, 7 września 2011

witaj jezioro


no i kolejny sezon nad jeziorem zaczyna się. jędrek co prawda z jakiegoś powodu zaczyna go w oslo, ale zaraz się poprawi, mam nadzieję. na razie gorąco, choć pod nogami coraz więcej kasztanów a jaszczurki w ogrodzie robią się niemrawe. wszyscy w wiosce są w fazie "to ostatnie dni lata!";  codziennie chodzimy się kapać, a o zachodzie słońca popijamy wino i spoglądamy na chmury. średnio to wpływa na moją wydajność, niestety (pod koniec września muszę złożyć moje pierwsze prawdziwe rysownicze zlecenie, aj!). na razie pracuję (ekhm) w domu - w mediolanie czeka świeżo pomalowane i częściowo umeblowane studio, ale oficjalnie inaugurujemy w przyszłym tygodniu, kiedy cała ekipa stawi się w mieście. jest nas dziewięcioro, i nadal nie mamy nazwy.  forza illustratori!
z nowości ogrodniczych: pod naszą nieobecność krzaki pomidorowe wyrosły ogromne, i wydały jadalne owoce, więc super. niemal wszystko inne uschło. jako tako trzymają się ogórki i papryka, ale nie wyrosło na nich jeszcze nic co nadaje się do jedzenia. tak czy inaczej, pierwsze ogrodnicze koty za płoty.
over&out! miłego dnia!


niedziela, 7 sierpnia 2011

wtorek, 2 sierpnia 2011

chiuso per ferie

chwilowo przenieslismy sie nad wieksze jeziora. wracamy 22 sierpnia! pozdrowienia z poludniowej minnesoty.

niedziela, 5 czerwca 2011

śpiący weekend

Nad jeziorem chmury i deszcze, więc Jędrek przytomnie poleciał do Warszawy świętować ślub Mai i Andrzeja i ogólnie pławić się w warszawskim dobrobycie. Ja utknęłam na kosmicznie nudnym warsztacie z pisania scenariuszy do komiksów, a w weekend nadrabiam zaległości w spaniu. Exiting! Powinnam zacząć pracować nad projektem dyplomowym (koniec szkoły za 3 tygodnie!), więc oczywiście wypracowałam system uników: łażenie po opuszczonej wiosce po deszczu, oglądanie telewizji (nadrobiłam wreszcie Jestem Miłością  i Pannę Tutli-Putli), czytanie komiksów (Gipi!!!)... Posunęłam się nawet do pieczenia ciast, co mi się wcześniej nie zdarzało. Ciasta?? Gdzie jest moja przypinka od Judyty, z napisem "Enough of this fifties housewife bullshit"?





















PS. wczoraj  włócząc się po wiosce znalazłam tablicę, wedle której zezwolenie na łowienie ryb w Lago Maggiore - z którego Jędrek skwapliwie korzysta - przyznał mieszkańcom Angery król Hiszpanii. W 1623 roku. Hehe.