niedziela, 8 maja 2011

Dzień świąteczny

Dzisiaj we Włoszech Festa della Mamma. Tutaj, nie jak w Polsce, święto jest ruchome i przypada zawsze na drugą niedzielę maja. Podstawowym prezentem dla mam są oczywiście kwiaty. Co uważniejsi czytelnicy naszego dziennika i słuchacze naszych włoskich opowieści winni natychmiast wyrazić zdziwienie, wszakże we Włoszech niczego w niedziele kupić się nie da. Na to jednak włosi znaleźli sposób organizując w ten sam dzień Festę dei Fiori. Ulice były więc pełne straganów z kwiatami, ale nie ciętymi, tylko doniczkowymi w rozmiarach raczej ogrodowych. Niektóre z nich były naprawdę przepiękne i wszystkie bardziej zaawansowane w rozwoju niż te w naszym ogrodzie. Teraz już wiemy dokładnie co i jak zakwitnie u nas w ciągu najbliższych dni.


Z okazji Festy,  wszystkie podwórka na naszej ulicy były pootwierane. Przygodą dla nas było wejście na zawsze szczelnie zamknięte podwórko, które sąsiaduje z naszym ogrodem, ale oddzielone jest od niego wysokim murem. Była to też dla nas okazja, żeby zobaczyć naszą kamienicę i korony drzew w ogrodzie z nieznanej dotąd perspektywy. I tak odkryliśmy powód dla którego nasz pokój gościnny jest taki zimny. Mianowicie ściana budynku nie jest ściana zewnętrzna, ale wewnętrzna, bo kamienica była pierwotnie większa. Zobaczyliśmy też niczym nie osłonięte drewniane stropy, kolo których prawdopodobnie woda wsiąka w ścianę i powoduje, że żadna farba nie chce się jej w pokoju trzymać.


Nieznana dotąd ściana naszej kamienicy.
Korony naszych drzew i daszek na drzwiami wyjściowymi do ogrodu.

Odkryliśmy też, że pod naszym mieszkaniem jest piwnica, do której co najmniej jedno z wejść jest z sąsiedniego podwórka. Pytanie teraz, czy jest jakieś tajemnicze polączenie z naszym mieszkaniem. Juz dawno odkryliśmy, że na tylnej ścianie naszego kominka jest przytwierdzona stara metalowa plyta, za ktorą na pewno jest jakiś korytarz. Jeszcze mamy czas, żeby to odkryć.

niedziela, 1 maja 2011

pracowity weekend

korzystamy z pierwszego od dawna wolnego weekendu i nadrabiamy zaległości w pracach domowych. po pierwsze, lampa:
























...i voila! żyrandol w jadalni gotowy. pomysł - z internetu. inicjatywa - zosia, projekt i wykonanie - jędrek.
czas instalacji: jakieś 4 godziny.

lampa za dnia...




































i w nocy (jeszcze w trakcie instalacji):

środa, 27 kwietnia 2011

spowro

szkoda ze nie mozna wklejać zapachów na bloga, bo jedrek wstawił właśnie do pieca jakis spinach surprise i trudno sie na czymkolwiek skoncentrować. yum!
tymczasem zaraz beda jakies fotorelacje, bo od ostatniego wpisu sporo sie dzialo, bolonia, amsterdam, chamonix i warszawa... tylko sie ogarniemy trochę. pozdr znad jeziora!

sobota, 12 marca 2011

psy przebrane za psy

w zeszłą niedzielę wybraliśmy się na małą wycieczkę... na drugą stronę jeziora. przy okazji jędrek PIERWSZY RAZ W ŻYCIU płynął statkiem po lago maggiore. niesamowite ale prawdziwe.


Wysiedlismy w Intrze, wypiliśmy obowiązkową kawę, i mieliśmy ruszać dalej, ale...
mieszkańcy Intry wydali się nam cokolwiek ekscentryczni, i postanowiliśmy zostać.
Tak! Trafiliśmy w sam środek prowincjonalnego karnawału. Wsrod naszych faworytow: 
mały chłopiec z klasą, para dalmatyńczykow,

i garibaldi na konio-rowerze (ktory swoją drogą trzeba bedzie kiedys zbudowac).

Tak się bawi lago maggiore!


sobota, 5 marca 2011

włoski supermarket

a w nim moje ulubione opakowania. tak, mam ulubione opakowania, so what!
dzis stylowe pomidory casar:


 
 ciąg dalszy nastapi.